Witam wszystkich cieplutko!
Chciałabym się podzielić z wami moimi spostrzeżeniami na temat łysienia. Mam 14 lat, i jak każda na100latka w moim wieku, dbałam o swój wygląd, a co za tym idzie, również o włosy.
Były koloru ciepłego blondu, delikatnie kręcone, do pasa, niezwykle błyszczące i miękkie. Byłam z nich niezwykle dumna. Moje problemy zaczęły się wraz z rozpoznaniem u mnie choroby nowotworowej.
W trakcie chemioterapii moje włosy stały się matowe, straciły blask, przestały się kręcić. Z upływem czasu i kroplówek zawierających chemię było mi coraz trudniej. Włosy, moje ukochane włosy zaczęły wypadać!
Nie wiedziałam co robić, byłam załamana. Mam przecież tylko 14 lat! Gdy moja grzywa znacznie się przeżedziła, siedziałam cały dzień w łazience i płakałam, nie chciałam z nikim rozmawiać.
Był 23 grudnia - to właśnie tego ranka obudziłam się z częścią włosów na poduszce. Przeżyłam szok. Poszłam do łazienki i powiedziałam sobie 'Koniec!". Wzięłam maszynkę i ogoliłam pozostałe kosmyki. Ukazała się przede mną śliczna dziewczyna, o głębokich lazurowych oczach. To właśnie tego dnia zrozumiałam, że do tej pory zbyt dużą wagę przywiązywałam do włosów, że one tylko uzupełniały całość, a nie były całością.
Dziś jestem bez włosów trzeci miesiąc i wcale nie czuje się gorsza od innych.
Może nie powinnam pisać, bo nigdy nie będę czuła tego co wy, ale wiem jedno: WŁOSY TO NIE WSZYSTKO!!